Jan Maria Vianney: siedem rad na walkę z pokusami

Jan Chrzciciel Maria Vianney (fr. Jean Baptiste Marie Vianney), znany też jako proboszcz z Ars, (ur. 8 maja 1786 w Dardilly koło Lyonu, zm. 4 sierpnia 1859 w Ars) - francuski ksiądz, tercjarz franciszkański, święty katolicki. Od 1905 roku jest patronem kapłanów Francji. Od 1929 patron proboszczów katolickich.

Jean Baptiste Marie Vianney Fotografia 1. Jean Baptiste Marie Vianney.

Jan Maria Vianney urodził się 8 maja 1786 r. w Dardilly koło Lyonu (Francja) jako czwarte z sześciorga dzieci Mateusza Vianneya i Marii Beluze - chłopów posiadających 12-hektarowe gospodarstwo i winnicę. Miał starszą siostrę Katarzynę, starszego brata Franciszka. Z młodszego rodzeństwa Małgorzatę oraz Franciszka Ksawerego. Siostra Joanna Maria która urodziła się jako druga zmarła w wieku pięciu lat.
Jego rodzice byli gorliwymi katolikami, a ich dom słynął z gościnności dla ubogich. Dziadek Jana - Piotr Vianney gościł w nim m.in. świętego żebraka Benedykta Labre. Sam Jan już jako dziecko odznaczał się dużą pobożnością, w czym prześcigał swoje również religijne rodzeństwo.

Trzy lata po jego urodzeniu wybuchła we Francji rewolucja, w czasie której Kościół podlegał ostrym prześladowaniom. W jej trakcie niszczono kościoły, zwalano posągi świętych oraz przydrożne krzyże, likwidowano klasztory i przykościelne szkoły. Wielu duchownych poniosło wtedy śmierć. Nowe władze zmuszały księży do składania przysięgi na Konstytucję Cywilną Kleru, która oznaczała faktyczne zerwaniem z Kościołem Katolickim. Książa, którzy odmówili złożenia przysięgi ryzykowali życie. Proboszcz Dardilly, Jakub Rey, który początkowo złożył przysięgę, ale po dekrecie papieskim, tego zakazującym, ją odwołał, musiał się ukrywać w obawie o życie. Przez jakiś czas w Dardilly działał nowy proboszcz mianowany przez władze. Potem decyzją władz kościół został zamknięty.
W 1793 roku doszło do krwawych walk w Lyonie, a wojska rewolucyjne często przechodziły przez wieś. Dodatkowo wzmagał się terror, wiele tysięcy ludzi straciło życie na gilotynie.
W tych warunkach młody Jan dorastał. Od siódmego roku życia pomagał rodzicom w pracach polowych. W tym też okresie jego ulubioną zabawą w procesje religijne. Wtedy też zwierzył się jednaj z koleżanek, że chciałby zostać księdzem.

W listopadzie 1799 roku Napoleon Bonaparte przejął władzę we Francji. Położył kres wojnom domowym i prześladowaniu Kościoła. 16 lipca 1801 roku podpisał konkordat z papieżem, przywracający swobodę kultu religijnego. Kościoły zamknięte w czasie rewolucji zostały otwarte, a wygnani księża z wolna wracali do swoich parafii.

W tym czasie młody Jan Vianney podjął decyzję o zostaniu księdzem. Pomysł ten spotkał się z akceptacją ze strony matki, ojciec był temu przeciwny. w końcu jednak ustąpił. W 1803 roku Jan Vianney podjął starania o rozpoczęcie edukacji w szkole parafialnej w Ecully. Prowadzący szkołę ksiądz Karol Balley ze Zgromadzenia Kanoników Regularnych św. Augustyna początkowo nie chciał przyjmować nowego ucznia, ze względu na brak miejsc. Jednak po rozmowie z młodym Vianneym zmienił zdanie, gdyż zaimponowała mu religijność chłopca, którego poznał już wcześniej przy okazji jego pierwszej świętej komunii. W 1806 roku Jan Maria przeprowadził się na jego plebanię w Ecully.
Latem roku 1806 Vianney, za radą księdza Balleya udał się na pielgrzymkę do Lalouvesc, gdzie znajdował się grób świętego Franciszka Regisa. Odległość wynosiła około 100 kilometrów. Pielgrzymkę miał odbyć pieszo o żebraczym chlebie, gdyż taką złożył przysięgę. Jednak mieszkańcy okolic byli nieufni, biorąc go za marudera albo dezertera. Niechętnie dawali jałmużnę, często go przepędzali z domu. Do celu Vianney dotarł głodny i wyczerpany. W drodze powrotnej, którą także odbył pieszo, zgodnie z zaleceniem zakonnika który go spowiadał, płacił za żywność i nocleg oraz rozdawał jałmużny ubogim. Przykrości doznane w tej pielgrzymce pozwoliły mu przekonać się o ciężkiej doli ludzi ubogich pozbawionych przytułku.
Po powrocie z pielgrzymki, dalsza nauka szła mu lepiej. Przypisywał to wstawiennictwu św. Franciszka Regisa. 22 stycznia 1807 roku przyjął sakrament bierzmowania z rąk kardynała Józefa Fescha, biorąc za patrona Jana Chrzciciela. Odtąd podpisywał się Jan Maria Chrzciciel lub Jan Chrzciciel Maria (Jean Baptiste Marie).

W 1809 roku Francja prowadziła wojnę z Hiszpanią oraz Austrią i jej sojusznikami. Cesarz Napoleon potrzebował żołnierzy. Mimo że Jan Vianney jako uczeń duchownych w diecezji Lyońskiej miał być zwolniony ze służby wojskowej, jednak przez niedopatrzenie urzędników został wraz z trzema innymi seminarzystami powołany pod broń. Reklamacje i próba znalezienia zastępcy nie powiodły się. 26 października Vianney stawił się w jednym z punktów zbornych w Lyonie. Dwa dni później trafił do szpitala wojskowego z powodu wysokiej gorączki - przeleżał tam dwa tygodnie. 12 listopada udał się wraz ze kontyngentem rekrutów w stronę granicy hiszpańskiej. Nie mogąc iść jechał na wozie. W Roanne ponownie trafił do szpitala z gorączką i zapaleniem płuc. Tam odwiedziła go rodzina. 5 stycznia 1810 roku otrzymał rozkaz by do południa dołączył do oddziału udającego się do Hiszpanii. Jednak po drodze Vianney wstąpił do kościoła, by się pomodlić. Stracił poczucie czasu i oddział wymaszerował bez niego. Oficer z biura poborowego początkowo, chciał go aresztować za dezercje. Potem jednak kazał mu pieszo dogonić swój oddział. Vianney udał się w drogę, ale osłabiony przebytymi chorobami, nie zdołał dogonić oddziału stając się mimowolnie dezerterem. Schronienie znalazł w wiosce Les Noës, gdzie ukrywał się blisko rok pod przybranym nazwiskiem Hieronim Vincent. Pracował jako parobek u wdowy Klaudyny Fayot, ucząc też jej dzieci czytania i katechizmu.
Po pokoju w Schönbrunn, Napoleon ogłosił amnestię. Vianney mógł powrócić do domu, pod warunkiem że znajdzie zastępce w służbie wojskowej (został nim jego młodszy brat Franciszek). Niedługo po powrocie zmarła jego matka. Jej ostatnim życzeniem było, by jej syn został kapłanem.

W 1811 roku Jan Vianney powrócił do Écully, gdzie zamieszkał na plebanii u księdza Karola Balleya. Po upływie trzech miesięcy ksiądz Balley przedstawił go w kurii biskupiej jako kandydata do kapłaństwa. W roku 1812 wstąpił do niższego seminarium duchownego w Verriérs, rozpoczynając obowiązkowe, roczne studia filozoficzne. Licząc wtedy 26 lat był najstarszym studentem tej uczelni. Nauka filozofii sprawiała mu trudności, ale zdołał ukończyć seminarium. W 1813 roku wstąpił do wyższego seminarium w Lyonie. Nauka odbywała się tam po łacinie, co okazała się ogromnym utrudnieniem, dla Vianneya, który i tak nie najlepiej sobie radził. Przełożeni, mając na względzie wielkie trudności, jakie miał z nauką radzili, by opuścił seminarium. Pewnego dnia rektor oznajmił mu, ze jest zmuszony wydalić go z seminarium z powodu braku postępów w nauce.
Z pomocą przyszedł mu znowu ksiądz Balley, który wstawił się za nim u władz uczelni. Dzięki wsparciu Balleya, a także z powodu dużego brak kapłanów w archidiecezji lyońskiej, wikariusz generalny pozwolił Janowi składać egzaminy nie po łacinie, ale w języku francuskim. Pomyślnie zdane egzaminy pozwoliły Janowi na przyjęcie święceń kapłańskich. 13 sierpnia 1815 w Grenoble Jan Vianney został namaszczony na kapłana. Następnego dnia odprawił pierwszą Mszę święta.

Pierwsze trzy lata swojego kapłaństwa spędził jako wikary w Écully u boku swojego przyjaciela księdza Balleya. Jako wikary odznaczał się wielką gorliwością w pełnieniu obowiązków kapłańskich. Ze względu na słabe wyniki egzaminu z łaciny nie otrzymał początkowo, wraz ze święceniami kapłańskimi prawa słuchania spowiedzi - co może zdumiewać, zważywszy, że lata później otrzymał przydomek "męczennika konfesjonału". Zamiast tego chrzcił, udzielał ślubów, oraz nauczał religii. Nie był księdzem pokazowym. Na początku swojego kapłaństwa głosił schematyczne kazania, jąkał się i często gubił wątki.

Ciało św. Jean Baptiste Marie Vianney Fotografia 2. Ciało św. Jean Baptiste Marie Vianney

Niemniej jednak zyskał duży autorytet wśród parafian. Od pierwszych dni kapłaństwa całą swoją pensję rozdawał ubogim. Gdy dostał nowe ubrania, pościel lub buty - także je rozdawał. Prawo do spowiadania otrzymał parę miesięcy później, znów dzięki wstawiennictwu księdza Balleya u wikariusza generalnego. Vianney okazał się mądrym, uważnym, ale też surowym spowiednikiem. Często nie udzielał rozgrzeszenia osobom u których nie widział żalu za grzechy. Niekiedy sam umartwiał się za swoich penitentów. Chętnie wzywali go do siebie chorzy.

Kiedy spostrzegł, że jego przyjaciel ksiądz Balley dużo pości i umartwia się, sam również sprawił sobie włosiennicę i zaczął naśladować swojego mistrza w aktach pokutnych, a przede wszystkim w odmawianiu sobie posiłku. Na anegdotę zakrawa fakt, że pewnego razu Balley, obawiając się o zdrowie wikarego, oskarżył go przed władzą duchowna, iż w umartwieniu "przebiera miarę". W tym samym czasie Vianney także wysłał skargę pod adresem Balleya, iż ten nadmiernie się umartwia. Obie skargi pozostały bez odpowiedzi.
Balley i Vianney byli bliskimi przyjaciółmi. Często razem odbywali pielgrzymki do Matki Bożej w Fourviere. Ułożyli też koronkę do Niepokalanego Poczęcia.

Ksiądz Karol Balley zmarł 17 grudnia 1817 roku. Niektórzy parafianie podjęli starania by następcą Balleya na stanowisku proboszcza został Vianney. Jednak decyzją Kurii Arcybiskupiej powołano Vianneya na stanowisko proboszcza w Ars w departamencie Ain, gdzie właśnie zmarł na gruźlice poprzedni proboszcz Antoni Deplace po niecałym miesiącu urzędowania.
Ubogie parafie w departamencie Ain, jako oddalone od centrali w Lyonie były bardzo zaniedbane. Z powodu braku kapłanów wiele parafii pozostało tam nie obsadzonych, albo obsadzonych księżmi, którzy w oczach władz kościelnych przedstawiali mniejsza rękojmię. Z tego też powodu wysłanie w te okolice uchodziło wśród kapłanów za dowód niełaski. Jan Vianney jednak się tym nie zrażał, lecz posłusznie przyjął nominację. Wikariusz generalny, ks. Courbon powiedział mu wtedy: "Miłość ku Bogu nie bardzo kwitnie w tej parafii; ty ją tam zaszczepisz!".

Jan Vianney oświadczył wówczas, że nie ma innego życzenia i udał się w drogę. 10 lutego 1818 roku był już na miejscu.
Nie zrobił on początkowo dobrego wrażenia na większej części swoich parafian. Kazania wyuczone na pamięć głosił z widocznym trudem. Jednak gdy poniosły go emocje, mówił od serca, krzycząc na grzeszników łamiących boże przykazania i strasząc karami piekielnymi. W kazaniach krytykował zwłaszcza opuszczanie niedzielnych mszy świętych, a także pijaństwo w szynkach i tańce, które także uważał za grzech. W ten sposób wrogo usposobił przeciwko sobie szynkarzy. Jego podniesiony ton nie spodobał się także innym wieśniakom, którzy zagrzewani przez oberżystów zaczęli tym bardziej bojkotować mszę. Pewnej niedzieli proboszcz, nie zastawszy części parafian w kościele, udał się do jednej z karczem, i zawołał do pijących tam wieśniaków: "Tam w kościele, Pan Bóg na próżno na was czeka". Odpowiedzią były szyderstwa i wyzwiska. Nocami pijacy hałasowali pod oknami plebanii i obrzucali kapłana wyzwiskami.

Nawet nieliczne osoby pobożne, takie jak Katarzyna Lassagne, jego późniejsza wielbicielka i biografka, miały trudności z przyzwyczajeniem się do osoby księdza Vianneya i do jego bezkompromisowości. Szczególnie kiedy po kilkakroć z rzędu odmawiał rozgrzeszenia osobom, które jego zdaniem nie żałowały szczerze za popełnione grzechy.

W tym okresie Vianney intensywnie się modlił. Według relacji Katarzyny Lassagne, łatwiej go było zastać modlącego się przed ołtarzem kościoła i niż na plebanii: "Wchodził do kościoła przed jutrzenką i nie wychodził aż do wieczornej modlitwy Anioł Pański. Tam trzeba go było szukać, jeśli się go potrzebowało". Katarzyna Lassagne spisała też tekst jego modlitwy podsłuchanej przez jednego z wieśniaków: "Boże mój, daj mi nawrócenie mojej parafii; gotów jestem cierpieć wszystko co zechcesz Panie, przez całe me życie!" Innym razem jeden z mieszkańców wioski zastał go w okolicznym lesie, jak ze łzami powtarzał: "Boże mój, nawróć moją parafię".

Oprócz modlitwy, Vianney stosował też post, ascezę i umartwienia w intencji nawrócenia parafii. Odmawiał sobie wszelkich wygód. Kiedy miejscowa dziedziczka, pani Anna des Garets podarowała mu na plebanię nowe meble, zapakował je na wóz i odwiózł z powrotem do pałacu, a dziedziczkę grzecznie poprosił, żeby zamiast plebanii raczyła wyposażyć kościół. Sam spał często na gołych deskach, a wszelką jałmużnę rozdawał biedakom, albo przeznaczał na wyposażenie kościoła. Świadkowie mówią, że tak mało jadł, że fakt, iż nie umarł z głodu, był ewidentnym cudem.

W pierwszych tygodniach swego pobytu w Ars ks. Vianney odwiedził wszystkie rodziny mieszkające w parafii. Żaden z parafian nie odmówił przyjęcia go w domu. Ksiądz Vianney z bólem serca stwierdził, że parafianie, którzy wzrastali w czasie rewolucyjnego terroru, nie mieli elementarnej znajomości podstawowych prawd wiary[31]. To też zmotywowało go by rozpocząć edukację, zwłaszcza wśród dzieci, których każdego dnia zwoływał odtąd do kościoła, i nauczał katechizmu. Szybko zyskał wśród dzieci duży autorytet. Dzięki jego niestrudzonej pracy, która trwała do 1845 roku (kiedy otrzymał pomocnika), dzieci z Ars znały katechizm, najlepiej w całej okolicy.

Powoli wierni przyzwyczaili się do swojego pasterza. W 1823 roku biskup spostrzegłszy efekty działania księdza Vianneya, erygował parafię w Ars. Dobroć księdza Vianneya, także surowość jego życia, kazania proste i płynące z serca - powoli nawracały kolejnych mieszkańców Ars. Kościół, z początku prawie pusty, zaczął się z wolna zapełniać nie tylko w niedziele i święta, ale nawet w dni powszednie. Z każdym rokiem wzrastała liczba przystępujących do sakramentów.

Dzięki staraniom proboszcza odnowiono istniejąc od 1724 roku Bractwo Świętego Sakramentu, grupujące mężczyzn, którzy zobowiązali się do codziennej adoracji ukrytego w Hostii Jezusa. Równocześnie proboszcz założył Bractwo Świętego Różańca - grupujące kobiety. Wśród parafian odradzać się zaczął zwyczaj codziennej modlitwy. Przez cały okres swojego probostwa Vianney starał się rozbudowywać i upiększać swój kościół parafialny, kosztem swojej plebanii. Równocześnie zbudował Dom Opatrzności, będący przytułkiem dla ubogich dzieci.

Cierpiąc zmęczenie, głód i choroby, nie zwalniał tempa swojej pracy. Nie tylko rozgrzeszał, ale także pomagał wzrastać do dobra. Wielokrotnie pokutował za swoich penitentów. Według osób, które znały go bliżej, oprócz naturalnych cierpień fizycznych doświadczał też cierpień nadprzyrodzonych w postaci dręczeń demonicznych.

29 lipca 1859 roku ksiądz upadł, podczas próby wstania z łóżka. Zmarł 4 sierpnia 1859 roku, o drugiej w nocy. Pochowany został w krypcie wmurowanej w podłodze nawy głównej kościoła. W pogrzebie uczestniczyło tysiące pielgrzymów. Po pogrzebie rozpoczęły się pielgrzymki do jego grobu. 21 listopada 1862 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym. Podczas jego trwania zanotowano 17 cudów dokonanych za wstawiennictwem Sługi Bożego Jana Vianneya. Za dowody posłużyły uzdrowienie dwójki dzieci - 12-letniej Adelajdy Joly wyleczonej z nieuleczalnego białego tumoru i 6-letniego Leonka Roussata, uleczonego z paraliżu.

Przed beatyfikacją ciało proboszcza wyjęto z grobu, okazało się prawie nienaruszone, poza twarzą, która uległa pewnemu zniszczeniu. Ciało ubrano w nowe bogate szaty, a twarz okryto maską woskową. Złożono je w oszklonym sarkofagu z brązu. 8 stycznia 1905 roku papież Pius X dokonał beatyfikacji Vianneya w Bazylice św. Piotra w Rzymie. W uroczystości wzięło udział około 30 tysięcy pielgrzymów. 12 kwietnia tegoż roku papież ogłosił proboszcza patronem kapłanów Francji. 21 maja 1825 roku odbyła się kanonizacja dokonana przez Piusa XI. Dowodami świętości były ponownie dwa spośród wielu uzdrowień. W 1929 roku papież Pius XI ogłosił Vianneya patronem proboszczów na całym świecie.

Wydarzenia nadprzyrodzone
Według zachowanych wspomnień oraz dokumentów kanonizacyjnych, Jan Vianney, od któregoś etapu swojego życia, posiadał dar czytania w ludzkich umysłach. Ujawniało się to szczególnie podczas spowiedzi. Często były przypadki, kiedy Vianney wypominał swoim penitentom zapomniane lub świadomie przemilczane grzechy. Zdarzało mu się wywoływać z kolejki konkretne osoby, którym proponował możliwość wcześniejszego wyspowiadania się. Potrafił również opowiedzieć szczegóły z ich życia, których nie mógł znać.
Był w stanie także wyczuć brak żalu za grzechy lub brak postanowienia poprawy - w takich przypadkach odmawiał udzielenia rozgrzeszenia. Głośny był przypadek pewnej wdowy, której mąż pełnił samobójstwo skacząc z mostu. Żona, będąc osobą bardzo religijną, była pełna rozpaczy sadząc, że mąż jest potępiony. Kiedy przybyła do Ars, Vianney, który nie znał sprawy, sam podszedł do niej i oświadczył, że mąż jest zbawiony, gdyż pomiędzy skokiem, a upadkiem zdążył wzbudzić żal doskonały.

Janowi Vianneyowi przypisywano wiele cudów, które dokonały się za jego wstawiennictwem i modlitwą. Dokumentacja kanonizacyjna gromadzi wiele świadectw o niewytłumaczalnych z medycznego punktu widzenia uzdrowieniach z chorób. Sam Vianney powiedział kiedyś: "Bóg zawsze jest wszechmocny, zawsze może czynić cuda; i istotnie czyniłby je, jak niegdyś, lecz przeszkadza mu brak wiary.".

8 maja 1840 roku chorująca na raka Stefania Durie udała się do proboszcza z Ars w celu przekazania mu pewnej sumy pieniędzy na fundacje mszalne i zastała proboszcza rozmawiającego z Matką Bożą. Według jej relacji Matka Boża przemówiła również do jej obiecując, że wyzdrowieje, choć Stefania prosiła, by wzięła ją do nieba od razu. Po zakończeniu widzenia proboszcz oświadczył, że widzenia Matki Bożej oraz świętej Filomeny miewa często.

O szczegółach tych widzeń Jan Vianney mówił niechętnie, unikając niepotrzebnej chwały. Z kilku rozmów spisanych przez jego przyjaciół wynika, że miał też widzenia Pana Jezusa i innych świętych.

Jednym z niezwykłych charyzmatów, jakimi był obdarowany, była lewitacja, czyli unoszenie się w powietrzu podczas przeżyć mistycznych. Świadkiem jego lewitacji w Ars, podczas nocnych modłów, był Canon Gardette, kapelan karmelitów w Chalon-sur-Saone, co potwierdził pod przysięgą.

Siedem rad na walkę z pokusami
1. "Jeśli nie zostaniesz świętym, zostaniesz potępionym – nie ma niczego pośrodku."
Gdybyśmy w czasie pokus maszerowali zawsze jak dzielni żołnierze, umielibyśmy wznosić swe serca ku Bogu i odzyskalibyśmy odwagę. Lecz zwykle wolimy stać z tyłu i mówimy sobie "Wystarczy mi, żebym został zbawiony, nic więcej mi nie potrzeba. Wcale nie chcę być świętym".

2. Anioł Stróż stale jest przy nas z piórem w ręku, by zapisywać skrzętnie nasze zwycięstwa. Każdego ranka trzeba sobie mówić "Mam kolejny dzień na to, aby zdobyć niebo, wieczorem bowiem walka może być już zakończona".

3. "Ofiarujcie pokusy w intencji nawrócenia grzeszników", gdyż to zniechęca szatana i odpędza go, ponieważ pokusa obraca się wówczas przeciw niemu samemu. Odwagi! Jeśli tak będziecie czynić, diabeł zostawi was w spokoju.

4. Diabła spotykamy na każdym kroku i na każdym kroku stara się on zagrodzić nam drogę do nieba, lecz zawsze i wszędzie możemy być w tej walce zwycięzcami. Z tą walką bowiem rzecz ma się inaczej niż z innymi. W ludzkich walkach nigdy nie można być pewnym zwycięstwa; w tej zaś, jeśli chcemy, "zawsze możemy być pewni zwycięstwa z pomocą łaski Bożej, której nam Pan nie odmówi, gdy poprosimy". Gdy się nam zdaje, że już wszystko stracone, wystarczy zawołać: "Panie, ratuj, bo giniemy!". Pan bowiem jest stale obok nas, patrzy na nas przyjaźnie, uśmiecha się i mówi: "Widzę, że Mnie kochasz, że naprawdę Mnie kochasz".

5. Najczęstszymi pokusami są pycha i nieczystość. "Jednym z najlepszych sposobów walki z nimi jest aktywne życie na chwałę Bożą". Tymczasem tak wielu ludzi poddaje się słabościom i nieróbstwu, nic więc dziwnego, że diabeł trzyma ich pod pantoflem.

6. Podobnie jak dobry żołnierz nie boi się walki, tak "dobry chrześcijanin nie powinien obawiać się pokus". Każdy żołnierz jest dzielny w koszarach, lecz dopiero na polu bitwy okazuje się, który jest odważny, a który jest tchórzem.

7. Jak na wojnie wszędzie wystawia się wartowników, by wypatrywali, czy nie zbliża się wróg, podobnie stale musimy być czujni, czy nieprzyjaciel nie zastawia na nas jakichś pułapek i czy nie próbuje w jakiś sposób nas podejść. "Albo chrześcijanin panuje nad swoimi namiętnościami, albo one panują nad nim; nie ma nic pośredniego".

Źródło: Wikipedia